wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 2 . Cz. 1

          Dla Cherotici człowiek był drapieżnikiem . Odsuwając się Lucy przekazywała Cher , że jej nie zagraża . Chciała , by klacz sama zechciała za nią pójść . I ku swej radości ujrzała , że klacz podąża jej śladami , z nosem przy ramieniu dziewczyny , ciepłym oddechem łaskocząc ją w szyje . Wreszcie Lucy stanęła i w nagrodę jeszcze raz pogłaskała klacz po czole .
  - To było porozumienie - objaśniła Sean'owi - Mogę zacząć pracować nad tym , by przyzwyczaić ją do siodła . Powinno nam teraz pójść łatwiej .
Żeby pokazać , że nie były to czcze słowa , Lucy przejachała dłonią po grzbiecie Cherotici , o czym oparłą się o nią całym ciężarem . Klacz nawet nie drgnęła .
  - Na dziś wystarczy - Powiedziała Lucy , głaszcząc klacz.
- Niesamowite ! - Sean'owi aż błyszczały oczy , kiedy otwierał bramę , by wypuścić Lucy i Cher .
Lu przytaknęła . Wielokrotnie obserwowała jak robi to mama .
  - Wiesz , nawet gdy robisz to już któryś raz , to jest to tak samo niesamowite - powiedział .
- To kiedy spróbujesz się porozumieć ze spartanem ?-zabytał Sean, gdy prowadzili Cherotice przez podwórze .
- Na tym etapie byłoby to szleństwo !- wtrąciła się mama Lucy , która właśnie przechodziła obok z wiadrem do pojenia koni . Zatrzymała się i spojrzała na Lucy . - Nie wiadomo co mogło by mu strzelić do łba .
      - Nie jest aż tak źle..- zaprotestowała Lucy , choć w głębi duszy wiedziała , że mama ma racje .
- On może być niebezpieczny - powiedziała Marion patrząc na Lucy z powagą .
   - Nie - zapewniała Lucy , widząć przestrach na twarzy Sean'a - Spokojnie , Sean . Na razie nie mam zamiaru się z nim porozumiewać , bo pewnie wyskoczyłby przez płot , gdybym wyprowadziła go na wybieg .

CDN...

Przepraszam jeśli  są błędy , ale ja nie mam w zwyczaju pisania opowiadań o godzinie 23 . Błędy są tylko dlatego że oczy mi się zamykają . Jeśli ma się psa który wiecznie chce się bawić i biegać trudno się nie zmęczyć...

~Lucy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz